Zaledwie kilkanaście dni po rozpoczęciu szeroko zakrojonej kampanii militarnej przeciwko Islamskiej Republice Iranu, zainicjowanej pod koniec lutego 2026 roku przez połączone siły Stanów Zjednoczonych i Izraela (w ramach operacji znanych odpowiednio jako „Epic Fury” oraz „Roaring Lion”), obraz bliskowschodniej wojny powietrznej drastycznie odbiega od optymistycznych założeń planistów zasiadających w Pentagonie i Tel Awiwie.
Z perspektywy analityki białego wywiadu (OSINT), a także geostrategicznego i ekonomicznego rachunku zysków i strat, konflikt ten brutalnie obnażył ograniczenia operacyjne zachodnich bezzałogowych statków powietrznych operujących w środowisku nasyconym wysoce zintegrowaną obroną przeciwlotniczą. Do dnia dzisiejszego, czyli połowy marca 2026 roku, koalicja poniosła bezprecedensowe w historii nowożytnych konfliktów zbrojnych straty w segmencie ciężkich i średnich dronów uderzeniowo-rozpoznawczych klas MALE (Medium-altitude long-endurance) i HALE (High-altitude long-endurance). Zacznijmy od szczegółowej ewaluacji strat poniesionych przez siły zbrojne Stanów Zjednoczonych. Kręgosłupem amerykańskich misji rozpoznawczych, wywiadowczych i uderzeniowych w regionie Zatoki Perskiej od lat pozostają zaawansowane drony MQ-9 Reaper.
Maszyny te, choć w minionych dekadach doskonale sprawdzały się w asymetrycznych działaniach antyterrorystycznych przeciwko słabo uzbrojonym bojownikom pozbawionym parasola przeciwlotniczego, nad silnie bronionym terytorium lądowym oraz na wodach terytorialnych Iranu stały się łatwym i niezwykle wrażliwym celem. Zgodnie z oficjalnymi komunikatami amerykańskich dowódców z CENTCOM, cytowanymi w ostatnich dniach przez takie stacje informacyjne jak CNN czy brytyjskie BBC, a także na podstawie niezależnej weryfikacji wizualnej prowadzonej na zamkniętych forach i kanałach OSINT-owych (na przykład internationalreporters_eng oraz enemywatch), do 15 marca 2026 roku Stany Zjednoczone utraciły bezpowrotnie co najmniej jedenaście maszyn tego drogiego typu. Wrak pierwszych zestrzelonych Reaperów błyskawicznie pojawił się na nagraniach propagandowych w internecie już na początku marca bieżącego roku. Maszyny te były z gigantycznym sukcesem wizerunkowym przechwytywane przez Irańczyków nad tak strategicznymi obszarami jak prowincja Fars, wyżynny Isfahan, czy w bezpośrednich okolicach kluczowego dla handlu morskiego portowego miasta Bandar Abbas. Warto przy tym zauważyć z dziennikarskiego i analitycznego obowiązku, że przyczyny utraty poszczególnych jednostek amerykańskich bywają różnorodne. Choć w statystykach z pola walki dominują w sposób przytłaczający bezpośrednie zestrzelenia przez irańskie systemy rakietowe i artyleryjskie obrony przeciwlotniczej, to przynajmniej jeden z wielkich dronów uległ niewyjaśnionej katastrofie u wybrzeży Iranu prawdopodobnie na skutek irańskich środków walki radioelektronicznej, podczas gdy inna maszyna została najprawdopodobniej strącona w wyniku incydentu pomyłkowego ostrzału przez siły zbrojne Kataru. Dowodzi to gigantycznego przeciążenia przestrzeni powietrznej, co w wojskowości określane jest klasycznym pojęciem wszechobecnej „mgły wojny”. Z perspektywy ścisłych kalkulacji ekonomicznych, o których w ostatnich dniach niezwykle szeroko i emocjonalnie dyskutują eksperci makroekonomiczni na łamach portalu CNBC, błyskawiczna eliminacja zaledwie w dwa tygodnie aż jedenastu Reaperów stanowi bolesny cios finansowy i logistyczny dla budżetu militarnego Waszyngtonu. Koszt jednostkowy pojedynczego drona MQ-9, w zależności od zaimplementowanego stopnia zaawansowania pokładowych systemów zakłócających, zastosowanej optoelektroniki termowizyjnej oraz wariantu podwieszonego uzbrojenia kierowanego laserowo, waha się obecnie w granicach od szesnastu do nawet trzydziestu pięciu milionów dolarów amerykańskich. Oznacza to wprost, że od momentu rozpoczęcia pierwszych fal uderzeniowych operacji „Epic Fury”, dowództwo lotnictwa amerykańskiego pozostawiło w postaci dymiących zgliszcz nad irańskim terytorium sprzęt o szacunkowej wartości grubo przekraczającej trzysta milionów dolarów. Do wyliczeń tej i tak już astronomicznej kwoty nie wliczono oczywiście gigantycznych nakładów na bieżącą logistykę, utraconych nowoczesnych pocisków rakietowych znajdujących się w zasobnikach w momencie trafienia oraz faktu najpoważniejszego ze wszystkich – niemal darmowego przekazania w ręce zaciekłego wroga zachodnich komponentów najwyższej technologii wojskowej. W dobie narastających globalnych zakłóceń łańcuchów dostaw w kluczowym sektorze zbrojeniowym i braku wolnych mocy przerobowych, taki skokowy drenaż zasobów przybiera charakter iście strategiczny, rzutujący bezpośrednio na inne zapalne rejony geopolityczne na kuli ziemskiej.
Sytuacja izraelskiego komponentu bezzałogowego prezentuje się równie dramatycznie, a z punktu widzenia budowania narodowej narracji o byciu światowym czempionem innowacji zbrojeniowych może być postrzegana przez Tel Awiw nawet jako znacznie potężniejsza kompromitacja wizerunkowa. Potwierdzono utratę na terytorium wroga co najmniej ośmiu wysoce wyrafinowanych platform ze znakiem niebieskiej gwiazdy Dawida. Wśród tak precyzyjnie udokumentowanych materiałami fotograficznymi strat znalazły się między innymi dotychczasowe perły eksportowe – maszyny MALE klasy Hermes 900, pieczołowicie produkowane przez potężny koncern Elbit Systems, jak również uchodzące za trzon rozpoznawczy wielkie maszyny IAI Heron TP oraz niezwykle szybkie zwiadowcze IAI Eitan.
Irańskie pododdziały obrony powietrznej podlegające bezpośrednio pod skomplikowane struktury Armii Regularnej (Artesz) oraz Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej udowodniły ponad wszelką wątpliwość, że wbrew zapewnieniom izraelskiego dowództwa zachowały pełną operacyjność i bojową zdolność koordynowania radarów do skutecznego namierzania i niszczenia owych maszyn głęboko w głębi lądu. Kosztowne izraelskie statki bezzałogowe rozbijały się o ziemię w ubiegłych kilkunastu dniach między innymi w rolniczej prowincji Isfahan, w wyżynnym i zurbanizowanym ostanie Lorestan, a także na suchym południowym wschodzie kraju w prowincji Kerman. Jak jednak triumfalnie donoszą aktywnie relacjonujące każdy sukces wojskowy kanały informacyjne tak zwanej Osi Oporu, co najmniej jeden bojowy aparat typu Hermes 900 został przejęty przez oddziały irańskie w bogatej w surowce prowincji Kermanszah niemal w stanie absolutnie nienaruszonym. Bezkrwawe i fizyczne przejęcie tak elitarnego sprzętu latającego jawi się jako niewyobrażalna w skutkach katastrofa wywiadowcza. Oznacza to mianowicie, że doświadczeni irańscy inżynierowie lotniczy pracujący nad procesami inżynierii odwrotnej otrzymali nieskrępowany dostęp do najbardziej utajnionych algorytmów nawigacyjnych, kryptografii komunikacji satelitarnej, a przede wszystkim architektury nowoczesnych radarów z tak zwaną syntetyczną aperturą i urządzeń optoelektronicznych dalekiego zasięgu. Myślę, że niejeden kraj zapłaci za te informacje Irańczykom.
Trzeba w obliczu zgromadzonych do połowy marca danych postawić kategoryczne wręcz pytanie o silnym podłożu zarówno militarnym, jak i głęboko geopolitycznym, zastanawiając się, w jaki sposób zjednoczone siły powietrzne wielkiego sojuszu, inicjując ten globalny konflikt od niezwykle silnego bombardowania instalacji irańskich w formule misji SEAD (Suppression of Enemy Air Defenses) oraz DEAD (Destruction of Enemy Air Defenses), nie zdołały zagwarantować choćby elementarnego poziomu przetrwania w tej przestrzeni powietrznej własnym platformom. Prawidłowe odczytanie tej układanki tkwi w głębokiej analizie przebudowy militarnej doktryny samego Teheranu. Rozumiejąc miażdżącą przewagę ilościową i technologiczną lotnictwa załogowego swoich wrogów, Islamska Republika Iranu na przestrzeni ostatniej dekady rozbudowała niezwykle elastyczne, asymetryczne rozwiązania wielowarstwowe opierające się nade wszystko na ukrywaniu się w terenie i błyskawicznej mobilności wyrzutni. Tradycyjne i stosunkowo proste do zlikwidowania radary dalekiego zasięgu uległy zastąpieniu autonomicznymi sieciami czujników optoelektronicznych oraz wozami dowodzenia z rodzimymi systemami takimi jak ulepszony rakietowy kompleks Bavar-373 czy Khordad-15, potrafiącymi realizować precyzyjny ostrzał z tak zwanych leśnych i górskich zasadzek bez ciągłego naświetlania ofiary falą radarową.
Drony dalekiego zasięgu operujące bez stałej osłony najszybszych samolotów myśliwskich i pozbawione bezustannej protekcji maszyn zakłócających z rodziny Growler, z uwagi na duże rozmiary aerodynamiczne i niewielkie przyspieszenie maksymalne stanowią wymarzony cel treningowy dla nowoczesnej obrony powietrznej. Zestrzelenie przeróżnej wielkości aparatów koalicji stanowią bez wątpienia ogromny przełom. Obalono na oczach podglądającego te zmagania świata technologiczny i utopijny mit o rzekomej bezkarności w zrobotyzowanych interwencjach Zachodu, co wymusi napisanie od nowa podręczników z dziedziny lotnictwa bojowego i na zawsze zmieni układ sił w wielkich zamówieniach eksportowych na zbrojeniowych giełdach w Azji, Afryce i Ameryce Południowej.
Polski (PL)
English (United Kingdom)