U wybrzeży Arabii Saudyjskiej i Omanu kolejny statek handlowy padł ofiarą ataku bezzałogowców, co stanowi już drugi potwierdzony incydent przeprowadzony przez siły proirańskie poza ścisłym obszarem cieśniny Ormuz. Poziom militarnej eskalacji w regionie gwałtownie rośnie, a do obaw o globalne załamanie gospodarcze dołączają wreszcie przerażające scenariusze gigantycznego skażenia środowiska naturalnego. W pułapce wód Zatoki Perskiej utknęło obecnie blisko sto statków z łącznym ładunkiem niemal czterdziestu milionów ton ropy, co sprawia, że z każdym dniem tyka tam bomba ekologiczna o bezprecedensowej sile rażenia.
Ostatnie dni przyniosły drastyczną zmianę paradygmatu bezpieczeństwa na kluczowych dla światowej gospodarki akwenach Bliskiego Wschodu. W następstwie eskalacji napięć na linii Waszyngton-Tel Awiw-Teheran i bolesnych uderzeń, które wymierzono w irańskie obiekty militarne, tamtejszy Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) rozpoczął radykalną i bezkompromisową kampanię na morzu. Sytuacja nie przypomina już jedynie „wojen tankowców” z lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Jak wynika z najnowszych danych wywiadu morskiego i pogłębionych analiz OSINT (Open Source Intelligence), incydenty z użyciem aparatów bezzałogowych (UAV) oraz nafaszerowanych materiałami wybuchowymi morskich dronów nawodnych (USV) z premedytacją wykraczają poza wąskie gardło, jakim jest strategiczna cieśnina Ormuz. Uderzenie w kolejną jednostkę pływającą w rejonie wybrzeży Arabii Saudyjskiej oraz ataki udokumentowane zaledwie 6 mil morskich na północ od Omanu dobitnie udowadniają, że Teheran celowo i metodycznie rozszerza swoją strefę rażenia. Z punktu widzenia współczesnej doktryny wojennej to klasyczna, asymetryczna projekcja siły. Iran daje w ten sposób społeczności międzynarodowej jasny sygnał: żadne szlaki wodne wokół Półwyspu Arabskiego nie mogą być traktowane jako bezpieczne, niezależnie od faktu, pod jaką banderą operuje dany statek. Baza incydentów z ostatnich dni nie pozostawia złudzeń. Zgodnie z bezlitosną statystyką prowadzonych ataków, to właśnie tankowce i chemikaliowce stanowią najczęstszy oraz najbardziej pożądany cel dla jednostek morskich IRGC. Uderzenie w jednostkę przewożącą paliwa kopalne ma skutki wielowymiarowe. Po pierwsze uderza w rynki ubezpieczeniowe, zmuszając armatorów do płacenia gigantycznych premii za ryzyko wojenne lub całkowicie odcinając ich od polis. Po drugie podbija ceny surowców. Co jednak najistotniejsze – staje się potężnym narzędziem szantażu w stosunku do państw regionu. Przerażający obraz sytuacji dopełniają najnowsze raporty donoszące o celowych uderzeniach na statki wsparcia oraz holowniki ratownicze. Wyeliminowanie wyspecjalizowanych jednostek, mogących szybko zareagować na uszkodzenie kadłuba tankowca, dramatycznie potęguje ryzyko gwałtownego wycieku. Bez asysty sprawnych holowników i sprzętu do zwalczania rozlewisk ropopochodnych, nawet stosunkowo niewielka wyrwa w kadłubie oznacza nieskrępowaną, trwającą dniami ucieczkę surowca prosto w wody Zatoki.
Powtórka z 1991 roku
Zatoka Perska i otaczające ją państwa doskonale znają koszmar związany z celowym niszczeniem środowiska w celach militarnych. Największym takim incydentem – i wciąż niedoścignionym na świecie symbolem państwowego ekoterroryzmu – był gigantyczny zrzut ropy naftowej dokonany przez irackie wojska podczas wojny w 1991 roku. Reżim w Bagdadzie, próbując za wszelką cenę opóźnić desant zachodniej koalicji i uderzyć w saudyjską infrastrukturę brzegową, rozkazał wypompować do morza od 8 do 11 milionów baryłek ropy. Skażenie błyskawicznie objęło setki kilometrów wybrzeży, powodując śmierć dziesiątek tysięcy ptaków morskich i wyniszczając całkowicie unikalne ekosystemy, na których naturalne odtworzenie potrzebne były dziesięciolecia. Dzisiaj analitycy i biolodzy morscy zgodnie biją na alarm – skala potencjalnego zagrożenia jest wielokrotnie wyższa, niż miało to miejsce u schyłku dwudziestego wieku. Chociaż nie doszło jeszcze do masowego pękania kadłubów, mechanizm psychologiczny działań wojennych Teheranu jest w tym przypadku nieubłagany. Im większe straty militarne i wizerunkowe ponosi państwo irańskie, tym wyżej licytuje. W cynicznej logice najwyższych oficerów IRGC, szantaż ekologiczny staje się najtańszą formą wymuszania globalnych ustępstw politycznych.
Kluczowym celem w tej morskiej partii szachów mogą wkrótce stać się absolutne giganty mórz – supertankowce klasy VLCC (Very Large Crude Carriers). Te kolosalne konstrukcje, o nośności wynoszącej od 200 do 320 tysięcy ton (nawet 2 miliony baryłek w pojedynczym rejsie - jedna baryłka to ponad 150L ropy), przypominają w tej chwili wielkie, pływające bomby. Uderzenie ciężkim dronem bojowym z głowicą kumulacyjną lub celnym pociskiem balistycznym wystrzelonym z wybrzeża w rejon rozległych zbiorników ładunkowych mogłoby spowodować natychmiastowe uwolnienie dziesiątek tysięcy ton gęstej ropy. Należy pamiętać, że zaledwie jeden poważnie uszkodzony statek tego typu jest w stanie wylać do morza kilkukrotnie więcej surowca, niż wynosił historyczny wyciek z amerykańskiej platformy Deepwater Horizon w Zatoce Meksykańskiej.
Beczka prochu z „czarnym złotem”
To, jak bardzo dramatyczna i krucha jest obecnie sytuacja na Bliskim Wschodzie, najlepiej ilustrują suche dane rejestrowane przez platformy śledzące ruch nawodny oparte o systemy AIS. W związku z de facto nieformalną blokadą żeglugi w cieśninie Ormuz i brakiem poczucia elementarnego bezpieczeństwa, na wodach Zatoki Perskiej utknęła potężna handlowa armada. Szacuje się, że aktualnie na tamtejszych akwenach zakotwiczyło bądź bezcelowo dryfuje w oczekiwaniu na rozwój wypadków równe sto statków wielkotonażowych. Według najbardziej rygorystycznych obliczeń, w ich ładowniach spoczywa od 25 do 40 milionów ton ropy naftowej – cennego surowca, który w mgnieniu oka może wygenerować czarną śmierć dla całego regionu Półwyspu Arabskiego. Przymusowa koncentracja tylu strategicznych jednostek na niewielkim i zamkniętym obszarze wodnym stwarza idealne warunki do przeprowadzenia niszczycielskich ataków metodą roju (wiele jednostek uderzeniowych jednocześnie). Geopolityczne i ludzkie implikacje ewentualnej katastrofy wykraczałyby jednak daleko poza zniszczenie rynków finansowych i zakłócenie światowych dostaw energii. Większość państw Zatoki Perskiej, w tym m.in. Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Kuwejt, opiera swoje zaopatrzenie w kluczową do życia wodę pitną niemal wyłącznie na gigantycznych zakładach odsalania wody morskiej. Wyciek ropy w skali makro, bezlitośnie niesiony prądami morskimi i wiatrem ku arabskiemu wybrzeżu, zmusiłby inżynierów do natychmiastowego wygaszenia tych krytycznych instalacji w obawie przed bezpowrotnym zniszczeniem membran filtrujących.
W konsekwencji, w przeciągu zaledwie kilkunastu dni gęsto zaludnione obszary, z Dubajem czy stolicą ZEA Abu Zabi na czele, stanęłyby twarzą w twarz z humanitarnym dramatem o niewyobrażalnej skali z powodu wyczerpania zapasów wody pitnej. Pętla eskalacji zaciska się z każdą mijającą dobą, a czas działa wyłącznie na niekorzyść uwięzionych na morzu marynarzy. Jeżeli społeczność międzynarodowa nie wypracuje szybkiego rozwiązania na rzecz deeskalacji i ewakuacji "czarnego złota" z bezpośredniej strefy rażenia, świat może stać się bezradnym świadkiem wydarzenia, które trwale zdefiniuje nowe, mroczne stulecie państwowego ekoterroryzmu. Środowisko naturalne na własnych oczach zamienia się bowiem z biernej ofiary wojny w broń masowego rażenia o najwyższej sile.
Polski (PL)
English (United Kingdom)