Krajobraz wschodniej Ukrainy od ponad dwóch lat ulega systematycznej, brutalnej defragmentacji, jednak doniesienia płynące w ostatnich dniach z Kostantynówki w obwodzie donieckim wykraczają poza standardowe ramy relacji wojennych.

Opublikowane przez 28. Samodzielną Brygadę Zmechanizowaną im. Rycerzy Zimowego Pochodu materiały filmowe i komunikaty nie są jedynie kolejnym meldunkiem z frontu. To wstrząsający akt oskarżenia i zarazem dokumentacja zbrodni dokonywanej w czasie rzeczywistym na tkance miejskiej i jej mieszkańcach. Z lakonicznego, wojskowego opisu wyłania się obraz apokalipsy, w której rosyjska machina wojenna nie dąży już do zdobycia terenu, lecz do jego całkowitego i bezpowrotnego wymazania z powierzchni ziemi. Aby w pełni zrozumieć skalę dramatu, jaki rozgrywa się obecnie w Kostantynówce, należy poddać analizie środki, po które sięgnęła armia Federacji Rosyjskiej. Użycie amunicji fosforowej oraz ciężkich bomb lotniczych z rodziny FAB, w szczególności modelu FAB-1500, na gęsto zaludnionych obszarach mieszkalnych to zwiastun przejścia konfliktu w fazę totalnego zniszczenia. Konwencje genewskie, a ściślej mówiąc Protokół III do Konwencji o pewnych broniach konwencjonalnych z 1980 roku, kategorycznie zabraniają używania broni zapalającej przeciwko ludności cywilnej oraz obiektom cywilnym. Amunicja fosforowa jest jedną z najbardziej okrutnych form rażenia, jakie wymyślił człowiek. Biały fosfor zapala się w kontakcie z tlenem, osiągając temperaturę przekraczającą 800 stopni Celsjusza. Płonących cząsteczek nie da się ugasić wodą; wżerają się głęboko w ciało, paląc tkanki miękkie aż do kości, a trujące opary niszczą drogi oddechowe. Zrzucanie takich ładunków na osiedla mieszkaniowe nie ma żadnego uzasadnienia taktycznego w kontekście walki z ukraińskimi pozycjami umocnionymi. Celem jest wyłącznie terror, wywołanie paniki i fizyczna eksterminacja wszystkiego, co żyje. Dopełnieniem tego piekła są kierowane bomby lotnicze FAB-1500. To ważące półtorej tony radzieckie potwory, które dzięki zamontowaniu modułów planowania i korekcji (UMPK) stały się jedną z najgroźniejszych broni w rosyjskim arsenale. Zrzucona z samolotu bombowca, pozostającego bezpiecznie poza zasięgiem ukraińskiej obrony przeciwlotniczej krótkiego i średniego zasięgu, taka bomba szybuje w stronę celu, uderzając w niego z niewyobrażalną energią kinetyczną. Detonacja półtorej tony materiału wybuchowego w środowisku miejskim to wydarzenie o skutkach sejsmicznych. Budynki z wielkiej płyty, będące pozostałością po radzieckim planowaniu przestrzennym, składają się jak domki z kart, grzebiąc pod gruzami wszystkich, którzy szukali schronienia w piwnicach. W obliczu uderzenia bomby FAB-1500 tradycyjne schrony przeciwlotnicze stają się bezużyteczne. To właśnie połączenie deszczu ognia z powietrza z gigantyczną siłą burzącą pozwala zrozumieć sens słów żołnierzy 28. Brygady Zmechanizowanej, którzy piszą o "okrutnej rzeczywistości miasta, które Rosjanie wymazują z powierzchni ziemi".

W centrum tego apokaliptycznego pejzażu znajduje się człowiek. Z informacji przekazanych przez ukraińskie jednostki wynika, że w zrujnowanej Kostantynówce, która przed wojną liczyła dziesiątki tysięcy mieszkańców, wciąż przebywa około dwóch tysięcy cywilów. Obecność osób niebiorących udziału w walkach w strefie zerowej to jeden z najbardziej tragicznych i złożonych psychologicznie aspektów tej wojny. Społeczność międzynarodowa często zadaje sobie pytanie, dlaczego ci ludzie nie uciekają. Odpowiedź rzadko jest prosta. Wśród pozostających przeważają osoby w podeszłym wieku, schorowane, głęboko przywiązane do swojego jedynego majątku – mieszkania i skrawka ziemi. Dla wielu z nich podróż w nieznane wydaje się perspektywą bardziej przerażającą niż świst spadających bomb. Inni popadli w stan śmiertelnej apatii, psychicznego paraliżu wywołanego miesiącami życia w permanentnym stresie, bez dostępu do bieżącej wody, prądu czy podstawowej opieki medycznej. Zostali uwięzieni w pułapce własnego strachu i braku perspektyw. Rosyjska machina wojenna nie ma jednak litości dla pozostających cywilów. Jak donosi ukraiński serwis TSN, powołując się na relacje z frontu, mieszkańcy Kostantynówki są nie tylko ofiarami masowych bombardowań o charakterze obszarowym, ale stają się także bezpośrednim celem polowań. Użycie dronów typu FPV (First Person View) do ataków na bezbronnych ludzi stanowi nową, przerażającą kartę w historii współczesnych konfliktów zbrojnych. Niewielkie, niezwykle zwrotne bezzałogowce, osiągające prędkość do 140 kilometrów na godzinę, pierwotnie służyły do niszczenia pojazdów opancerzonych i eliminacji siły żywej przeciwnika w okopach. Obecnie są one celowo kierowane na cywilne samochody, punkty dystrybucji pomocy humanitarnej czy nawet pojedyncze osoby próbujące przemieszczać się po gruzach miasta w poszukiwaniu wody. Operator rosyjskiego drona, obserwujący z bezpiecznej odległości obraz z kamery w czasie rzeczywistym, podejmuje w pełni świadomą decyzję o zamordowaniu cywila. To indywidualizacja zbrodni wojennej, która w połączeniu z masowym zniszczeniem tworzy atmosferę absolutnego terroru.

Taktyka spalonej ziemi, którą z przerażającą metodycznością realizuje Moskwa, nie jest anomalią – jest w pełni zintegrowanym elementem rosyjskiej doktryny wojennej. Widzieliśmy ją w Czeczenii, gdzie Grozny został zrównany z ziemią. Obserwowaliśmy ją w Syrii, podczas oblężenia Aleppo. W Ukrainie ten niszczycielski schemat został podniesiony do rangi sztuki operacyjnej w Mariupolu, Siewierodoniecku, Bachmucie, Awdijiwce, Wołczańsku, a teraz ofiarą tego morderczego algorytmu pada Kostantynówka. Dowództwo rosyjskie, niezdolne do przeprowadzenia skomplikowanych operacji miejskich przy użyciu sił piechoty bez ponoszenia katastrofalnych strat własnych, wybiera drogę na skróty. Miasto, którego nie można zdobyć z marszu, zostaje skazane na anihilację. Nie niszczy się jedynie punktów oporu, niszczy się całą infrastrukturę pozwalającą na przetrwanie. To wojna wypowiedziana fundamentom ludzkiej egzystencji w przestrzeni zurbanizowanej. Rosjanie doskonale zdają sobie sprawę, że odbudowa tak zniszczonych ośrodków pochłonie dziesięciolecia i gigantyczne środki, co w dłuższej perspektywie ma na celu wykrwawienie gospodarcze Ukrainy i uniemożliwienie powrotu do normalności w regionie Donbasu. Adaptacja i przyzwyczajenie zachodnich społeczeństw do okrucieństw tej wojny to jedno z największych zwycięstw Władimira Putina na froncie informacyjnym. Codzienne raporty o zrzucanych bombach fosforowych i potężnych ładunkach burzących stają się statystyką, tłem dla wewnętrznych sporów politycznych w stolicach krajów, od których zależy przetrwanie Ukrainy. Wojskowi apelują o wsparcie, ponieważ sami, uzbrojeni jedynie w karabiny i determinację, nie są w stanie zatrzymać deszczu ognia spadającego z nieba. Ochrona takich miast jak Kostantynówka wymaga nowoczesnych systemów obrony przeciwlotniczej oraz lotnictwa bojowego, zdolnego odepchnąć rosyjskie bombowce z dala od linii frontu.

Upadek lub całkowite zniszczenie Kostantynówki miałoby również dalekosiężne konsekwencje o charakterze strategicznym. Miasto to stanowi kluczowy węzeł komunikacyjny i logistyczny ukraińskiej obrony w obwodzie donieckim. Jest częścią ostatniej wielkiej aglomeracji miejskiej kontrolowanej przez Kijów na tym odcinku frontu, obejmującej również Kramatorsk, Słowiańsk i Drużkiwkę. Systematyczne wymazywanie Kostantynówki z powierzchni ziemi to przygotowywanie przedpola do ataku na serce ukraińskiego Donbasu. Rosjanie obracają miasto w pył nie dlatego, że stawia ono niezwykły opór militarny, lecz dlatego, że jest to krok w drodze do zniszczenia całej linii zaopatrzeniowej sił zbrojnych Ukrainy. Tragedia dwóch tysięcy cywilów uwięzionych w tym kotle zniszczenia jest mrocznym świadectwem upadku międzynarodowego prawa humanitarnego. Konwencje i traktaty, pisane krwią ofiar II wojny światowej, w Kostantynówce okazują się jedynie bezwartościowymi kartkami papieru. Zbrodnie popełniane z premedytacją przez rosyjskich żołnierzy, operatorów dronów i pilotów bombowców nie spotykają się z adekwatną, natychmiastową odpowiedzią, co rozzuchwala agresora do podejmowania jeszcze bardziej drastycznych kroków. Kiedy płonący fosfor spada na bloki mieszkalne, a ważące ponad tonę bomby grzebią całe rodziny, świat po raz kolejny staje przed lustrem, w którym odbija się jego własna bezsilność.

Każdy kolejny dzień oblężenia Kostantynówki to kurczenie się przestrzeni życia dla jej mieszkańców. W tych nieludzkich warunkach zacierają się granice między dniem a nocą, a jedynym wyznacznikiem upływającego czasu jest rytm kolejnych eksplozji. Działania armii rosyjskiej, nazwane przez ukraińskich dziennikarzy taktyką spalonej ziemi, to eufemizm. To, z czym mamy do czynienia, to metodyczny, zaplanowany socjobój – zniszczenie struktur społecznych, tkanki miejskiej i życia jako takiego. 28. Brygada robi wszystko, co w jej mocy, by utrzymać pozycje i osłaniać resztki cywilów, ale ich heroizm zderza się z potężną, brutalną siłą skoncentrowaną na jednym celu: zniszczeniu. Dalsze losy Kostantynówki zapiszą się w historii jako jeden z najczarniejszych rozdziałów tego konfliktu. Niezależnie od tego, jak potoczą się losy frontu, miasto to zostało już zamordowane. Nawet jeśli ukraińskim wojskom uda się utrzymać kontrolę nad zrujnowanym obszarem, powrót do stanu sprzed wojny jest na tym etapie niemożliwy. Ruiny Kostantynówki pozostaną niemym pomnikiem rosyjskiego barbarzyństwa oraz ostrzeżeniem dla świata, że w tej wojnie nie obowiązują żadne zasady, a jedynym prawem stało się prawo brutalnej siły i ognia zrzucanego z nieba na bezbronnych ludzi.