W przestrzeni medialnej pojawiły się dziś niezwykle niepokojące doniesienia, sugerujące, że władze w Bagdadzie oficjalnie dały zielone światło proirańskim bojówkom na atakowanie celów amerykańskich i izraelskich. Jeśli te informacje faktycznie okażą się prawdą, to ich geopolityczne implikacje mogą trwale zmienić układ sił na Bliskim Wschodzie.
|
Rozważ wsparcie mojej strony, jeśli Ci się podoba: http://buycoffee.to/przekazwiedzy Zmotywujesz mnie do większego wysiłku i tworzenia lepszych treści. Dziękuję! |
Decyzja ta nie wzięła się jednak z próżni. Jest ona bezpośrednim i niezwykle groźnym pokłosiem gigantycznego konfliktu zbrojnego, który od końca lutego tehgo roku bezlitośnie trawi cały region. Zrozumienie tego fenomenu wymaga spojrzenia na szerszy kontekst i dynamikę relacji iracko-irańskich oraz obecności wojsk zachodnich na tych terenach. Atak Ameryki i Izraela na Iran w tym roku doprowadził między innymi do śmierci najwyższego irańskiego przywódcy Alego Chameneiego i wywołał kaskadę potężnych uderzeń odwetowych z obu stron. W tej nowej, bezpardonowej wojnie terytorium Iraku bardzo szybko stało się jednym z najważniejszych frontów walki. Na terenie tego państwa od lat aktywnie operuje tak zwany Islamski Opór w Iraku, czyli szeroka koalicja silnie uzbrojonych, szyickich i w pełni proirańskich bojówek. Ugrupowania te od kilku tygodni nieprzerwanie wystrzeliwują dziesiątki nowoczesnych dronów i pocisków rakietowych w kierunku państwa izraelskiego oraz amerykańskich baz wojskowych rozlokowanych w regionie, w tym w autonomicznym irackim Kurdystanie. Amerykanie i Izraelczycy nie pozostawali dłużni, przeprowadzając precyzyjne, ale uderzające z potężną siłą naloty na pozycje irackich bojowników. Momentem przełomowym okazał się wtorek, 24 marca, kiedy to połączone siły sojusznicze dokonały śmiertelnego uderzenia na bazę w prowincji Anbar, eliminując kilkunastu wyższych rangą dowódców bojówek. To właśnie to wydarzenie, uznawane za najkrwawsze na terytorium Iraku od wybuchu obecnej wojny, zmusiło iracki rząd do stanowczej reakcji politycznej. Władze w Bagdadzie oficjalnie przyznały formacji znanej jako Siły Mobilizacji Ludowej formalne prawo do zbrojnej odpowiedzi na wszelkie ataki wymierzone w ich struktury militarne. Decyzja ta natychmiast obiegła światowe agencje prasowe, wywołując szok na korytarzach zachodnich ministerstw spraw zagranicznych.
Jeden z komunikatów krążący w internecie (jest to tłumaczenie automatyczne, więc oryginał może się troszkę różnić):
"
W imię Boga, Miłosiernego, Litościwego
Dziś rano oddziały armii irackiej padły ofiarą nikczemnego i tchórzliwego ataku amerykańskiego, który spowodował liczne ofiary śmiertelne i rannych, stanowiąc rażące naruszenie suwerenności Iraku i bezpośredni atak na jego siły zbrojne.
Czyste krew, która przelała się dzisiaj, stanowi kontynuację wielkich poświęceń i świętego partnerstwa między bohaterami armii irackiej a ich braćmi z Mobilizacji Ludowej, na polach bitew i na pierwszych liniach frontu, we wszystkich wyzwaniach, z którymi zmagają się razem, broniąc ziemi Iraku, bezpieczeństwa jego ludu i świętości.
Jesteśmy dumni ze wszystkich naszych bohaterów-męczenników i potwierdzamy, że armia i Siły Mobilizacji Ludowej stanowią jedną siłę, jedną duszę oraz mają silną i niezachwianą wiarę w ojczyznę. Złożyły one przysięgę Bogu i ojczyźnie, że pozostaną obrońcami i strażnikami każdego skrawka ziemi tej ojczyzny, a jej sztandar pozostanie dumnie wzniesiony, niesiony przez jej prawych synów.
Chwała męczennikom, a Bóg niech chroni Irak i jego wielki naród.
Szef sztabu Ludowych Sił Mobilizacyjnych
Abdul Aziz al-Mohammedawi
25 marca 2026 r."
Zasadniczy problem polega na tym, że wspomniane Siły Mobilizacji Ludowej nie są jakąś niezależną, luźną zbieraniną rebeliantów działającą całkowicie poza prawem. Przeciwnie, stanowią one oficjalną część irackiego państwowego aparatu bezpieczeństwa. Formacje te zostały formalnie zintegrowane z wojskiem narodowym kilkanaście lat temu, w czasie najcięższych walk z terrorystami z Państwa Islamskiego. Przyznając im dzisiaj prawo do swobodnego odwetu na siłach zbrojnych Stanów Zjednoczonych i Izraela, rząd irackiego premiera Mohammeda Shia al-Sudaniego całkowicie zaciera i tak już cienką granicę między samowolnymi działaniami radykalnych frakcji a oficjalnym stanowiskiem państwa. To już nie jest dyplomatyczna sytuacja, w której rząd centralny jedynie potępia akty przemocy obcych wojsk. To nowa rzeczywistość, w której suwerenne państwo wprost autoryzuje zbrojne operacje uderzające w siły zachodnich sojuszników, zrzucając z siebie odpowiedzialność za ewentualną eskalację. Konsekwencje tego bezprecedensowego kroku będą bez wątpienia niezwykle surowe, przede wszystkim dla samego społeczeństwa irackiego, ale również dla stabilności całego globalnego łańcucha dostaw i bezpieczeństwa. Pierwszym, najbardziej bezpośrednim skutkiem będzie drastyczne pogorszenie sytuacji bezpieczeństwa tysięcy amerykańskich żołnierzy, dyplomatów oraz cywilnych specjalistów, którzy wciąż przebywają na terytorium Iraku. Już w tej chwili setki pracowników zachodnich firm kontraktowych są de facto uwięzione w bazach wojskowych w pobliżu Bagdadu, a jakakolwiek bezpieczna ewakuacja lądowa czy powietrzna jest ryzykowna ze względu na ciągłe zagrożenie ostrzałem rakietowym. Całe szczęście, że nasi żołnierze wrócili cało z tego kraju. Zgoda irackiego gabinetu rządowego na odwet bojówek oznacza, że agresja nie tylko przybierze na sile, ale wręcz zyska rangę legalnych działań państwowych. Zmusi to stronę amerykańską do zintensyfikowania własnych operacji wyprzedzających, co ostatecznie zamieni terytorium Iraku w główne pole bitwy bliskowschodniego konfliktu.
Patrząc z szerszej perspektywy relacji politycznych między Waszyngtonem a Bagdadem, wczorajsza deklaracja może oznaczać tragiczny finał trwającego od kilkudziesięciu lat trudnego sojuszu strategicznego. Stany Zjednoczone, walczące o utrzymanie swoich wpływów i bezpieczeństwa Izraela, z pewnością nie zawahają się przed zniszczeniem dowództwa Sił Mobilizacji Ludowej. Jeżeli oficjalny rząd iracki będzie wciąż chronił te grupy swoim mandatem, amerykańscy decydenci w końcu zmuszeni będą uznać Irak za państwo otwarcie wrogie i aktywnego sojusznika Teheranu. To z kolei bezpowrotnie otwiera drzwi do nałożenia na kraj morderczych sankcji gospodarczych i odcięcia od globalnego rynku finansowego. Mając na uwadze ogromne uzależnienie miejscowej gospodarki od eksportu ropy naftowej, tego typu izolacja może doprowadzić państwo do całkowitego i szybkiego kolapsu, wywołując masowe bunty w miastach. Dla decydentów w Izraelu ta nowa dynamika oznacza konieczność natychmiastowego zrewidowania strategii wojennej. Wojska izraelskie i tak odpierają każdego dnia niespotykane dotąd fale uderzeniowe ze strony Iranu oraz libańskich bojowników na północy. Usankcjonowanie ataków dokonywanych z głębi terytorium irackiego narzuca operacyjny przymus stałego rozmieszczenia niezwykle kosztownych systemów obrony dalekiego zasięgu na wschodnich granicach Izraela. Oficerowie sztabowi najprawdopodobniej wydłużą również listę priorytetowych celów do zneutralizowania o obiekty wojskowe położone na irackiej pustyni, co niesie ogromne ryzyko zniszczenia kluczowej infrastruktury logistycznej tamtejszego rządu. Każdy atak dronów wystrzelonych z terytorium Iraku będzie od teraz postrzegany przez zachód jako atak wyprowadzony za wiedzą i milczącą aprobatą najwyższych władz w Bagdadzie.
Podsumowując tę ponurą układankę militarną, należy szczerze i otwarcie przyznać, że państwo irackie po raz kolejny znalazło się nad przepaścią. Przez ostanie ponad dwadzieścia lat kraj ten próbował utrzymać kruchą równowagę pomiędzy wpływami zachodniego kapitału i stacjonującą amerykańską armią, a niezwykle potężnymi naciskami religijno-politycznymi płynącymi z ościennego Teheranu. Obecny, brutalny konflikt jasno uświadomił globalnej społeczności, że to jednak wpływy sąsiadów zakorzeniły się w irackim aparacie państwowym najmocniej. Zapewnienie bojownikom proirańskim politycznej tarczy ochronnej oraz wolnej ręki do przeprowadzania ataków to całkowite przekroczenie niepisanych zasad dyplomacji kryzysowej. Irakijscy politycy właśnie zrezygnowali z roli mediatora lub biernego państwa buforowego, stając się niezwykle ryzykownym graczem w wojnie, która całkowicie pisze na nowo współczesną historię Bliskiego Wschodu.
Polski (PL)
English (United Kingdom)