Współczesne pole bitwy ulega transformacji w tempie, jakiego nie widzieliśmy od czasów powszechnej mechanizacji armii podczas drugiej wojny światowej. To, co jeszcze zaledwie dekadę temu wydawało się domeną literatury fantastycznonaukowej lub wysoce wyspecjalizowanych, tajnych operacji sił specjalnych, dziś stanowi brutalną codzienność żołnierzy walczących w okopach. Świadome tej nieodwracalnej, historycznej zmiany, holenderskie siły lądowe podjęły absolutnie bezprecedensową decyzję. Jako pierwsze państwo w strukturach całego Sojuszu Północnoatlantyckiego, Holandia stanowczo wprowadzi zaawansowane jednostki dronowe oraz antydronowe do wszystkich swoich oddziałów bojowych bez wyjątku.

Rozważ wsparcie mojej strony, jeśli Ci się podoba:

http://buycoffee.to/przekazwiedzy

Zmotywujesz mnie do większego wysiłku i tworzenia lepszych treści. Dziękuję!

To nie jest jedynie kosmetyczna, wizerunkowa zmiana w biurokratycznej strukturze dowodzenia, ale fundamentalne przedefiniowanie sposobu myślenia o prowadzeniu zbrojnego starcia. Ministerstwo obrony w Hadze planuje w najbliższym czasie zwerbować od 1000 do 1200 wykwalifikowanych specjalistów, a proces ten ruszy pełną parą już w kwietniu. Decyzja ta, oficjalnie ogłoszona przez dowódcę holenderskich sił zbrojnych, generała Onno Eichelsheima, stanowi bezpośrednią odpowiedź na niezwykle bolesne lekcje płynące z pełnoskalowej wojny w Ukrainie oraz długotrwałych, asymetrycznych konfliktów na Bliskim Wschodzie. Wojna za naszą wschodnią granicą brutalnie zniszczyła wiele utartych, zimnowojennych doktryn wojskowych. Potężne czołgi, ciężkie wozy bojowe i liczna piechota, choć nadal niezbędne do opanowania terenu, okazały się niezwykle, wręcz tragicznie podatne na precyzyjne ataki z powietrza. Co kluczowe, zagrożenie to nie nadeszło ze strony myśliwców czy bombowców, lecz tanich, często modyfikowanych systemami chałupniczymi komercyjnych bezzałogowców. Niewielkie drony z widokiem z pierwszej osoby, znane szerzej jako niezwykle zwrotne maszyny FPV, oraz uderzeniowa amunicja krążąca, stały się z dnia na dzień podstawowym, śmiertelnie niebezpiecznym narzędziem nowoczesnego rozpoznania i precyzyjnego rażenia na każdym odcinku frontu. Ukraina, a niedługo po niej także Rosja, zmuszone były do błyskawicznej adaptacji pod presją strat, co doprowadziło do bezprecedensowego w historii stworzenia zupełnie odrębnych rodzajów wojsk odpowiedzialnych wyłącznie za systemy bezzałogowe. Holandia, od samego początku niezwykle uważnie i analitycznie obserwując ten nowy teatr wojennych działań, wyciągnęła z niego racjonalny wniosek, że posiadanie scentralizowanych, nielicznych elitarnych jednostek dronowych na najwyższym szczeblu dowodzenia to obecnie zdecydowanie za mało. Generał Eichelsheim niezwykle trafnie zauważył w swoich publicznych wystąpieniach, że drony oraz zaawansowane systemy do ich fizycznego zwalczania muszą natychmiast stać się nieodłączną częścią każdego najmniejszego pododdziału. W błyskawicznej, nowoczesnej wojnie dowódca zwykłej kompanii czy skromnego plutonu piechoty nie może nerwowo czekać na odległe wsparcie z powietrza od odizolowanych wyższych szczebli dowodzenia. Musi on dysponować własnymi "oczami w niebie" oraz własnymi, podręcznymi narzędziami do strącania wrogich aparatów podglądających jego pozycje.

Równie istotnym, strategicznym czynnikiem kształtującym nową, agresywną doktrynę Hagi jest niestabilna sytuacja na Bliskim Wschodzie. Regularne działania zbrojne w zapalnym rejonie Morza Czerwonego, zuchwałe ataki na ufortyfikowane bazy wojskowe w Syrii i Iraku, a także wyrafinowana taktyka stosowana przez różnego rodzaju wspierane z zewnątrz bojówki i organizacje paramilitarne, brutalnie uwypukliły problem ogromnej asymetrii kosztów w każdym nowoczesnym konflikcie. Potężne armie bogatych państw zachodnich wielokrotnie stawały w ostatnich miesiącach przed nierozwiązywalnym dylematem ekonomicznym, w którym do rutynowego zestrzelenia relatywnie prostego drona uderzeniowego, zbudowanego nierzadko z powszechnie dostępnych na cywilnym rynku komponentów za ledwie kilkadziesiąt tysięcy dolarów, zmuszone były odruchowo używać zaawansowanych technologicznie pocisków rakietowych wartych kilka milionów dolarów za sztukę. Holenderscy planiści wojskowi, analizując chłodne dane finansowe, szybko zdali sobie sprawę z ponurego faktu, że w przypadku konwencjonalnego, szerokiego starcia o wysokiej intensywności, cenne zapasy drogiej amunicji przeciwlotniczej uległyby całkowitemu wyczerpaniu w ciągu zaledwie kilku tygodni, a w czarnym scenariuszu nawet pierwszych dni konfliktu. Dlatego też nowa, pragmatyczna strategia Królestwa Niderlandów zakłada ogromne nasycenie własnych wojsk lądowych nieporównywalnie tańszymi, wysoce mobilnymi i powszechnie dostępnymi na poziomie plutonu środkami przeciwdronowymi. Holandia w perspektywie kolejnych lat planuje między innymi montaż zdalnie sterowanych, zautomatyzowanych modułów uzbrojenia na lekkich, szybkich pojazdach opancerzonych, tworząc tym samym gęsty, rozproszony parasol ochronny dla nieustannie przemieszczających się na froncie oddziałów zwykłej piechoty i wrażliwych kolumn logistycznych. Powszechnie zrozumiano tam, że skuteczna obrona przed wrogimi bezzałogowcami nie może być od teraz traktowana wyłącznie jako wyspecjalizowane zadanie dla jednostek obrony przeciwlotniczej trzymanych głęboko na tyłach, lecz musi błyskawicznie stać się podstawową, odruchową umiejętnością przetrwania każdego żołnierza znajdującego się na eksponowanym polu walki.

Realizacja tak bardzo ambitnego, ogólnonarodowego planu modernizacyjnego nierozerwalnie wiąże się jednak z ogromnym, systemowym wyzwaniem kadrowym. Ministerstwo obrony ogłosiło pilne poszukiwania specjalistów, których liczba musi zamknąć się w imponującym przedziale od tysiąca do tysiąca dwustu osób. Z perspektywy stosunkowo nielicznej, liczącej około czterdziestu tysięcy żołnierzy aktywnej służby armii holenderskiej, jest to liczba naprawdę potężna, dobitnie świadcząca o absolutnym, strategicznym priorytecie tej wyjątkowej inicjatywy. Dowódca armii głośno zapowiedział w wywiadach, że pierwsza grupa licząca 600 wyselekcjonowanych żołnierzy zostanie przeszkolona w trybie drastycznie przyspieszonym, niemalże błyskawicznym z punktu widzenia tradycyjnych biurokracji wojskowych. Wymaga to jednak od wojska całkowitej zmiany dotychczasowego podejścia do procesów rekrutacyjnych. Przyszły skuteczny operator wojskowego drona szturmowego czy wybitny specjalista od zagłuszania i walki elektronicznej niekoniecznie musi przecież cechować się doskonałą, atletyczną sprawnością fizyczną, jakiej niezmiennie od stuleci wymaga się od oddziałów szturmowych z pierwszej linii frontu. W tym nowym, cyfrowym rzemiośle wojennym liczy się przede wszystkim doskonała orientacja przestrzenna, nienaganny i błyskawiczny refleks, rzadka zdolność do jednoczesnego, szybkiego przetwarzania ogromnej ilości skomplikowanych strumieni danych z ekranów oraz umiejętność głęboko nieszablonowego myślenia w warunkach ekstremalnego stresu bojowego. Armia holenderska staje przed trudnym zadaniem skutecznego konkurowania na rynku pracy z niezwykle lukratywnym i kuszącym sektorem technologii cyfrowych. Musi ona przekonać do służby ojczyźnie młodych, zdolnych ludzi, dla których bezbłędna obsługa skomplikowanych interfejsów informatycznych jest po prostu drugą naturą. Istnieje bardzo duże, i całkowicie świadome założenie, że to właśnie nowe, elitarne formacje dronowe i antydronowe staną się docelowym, naturalnym środowiskiem zaszczytnej służby dla całego młodego pokolenia wychowanego na zaawansowanych grach wideo, które naturalnie i doskonale odnajduje się w przestrzeni trójwymiarowej i potrafi natychmiastowo, instynktownie reagować na dynamicznie zmieniające się parametry misji.

Kolejnym, absolutnie kluczowym aspektem, na który z ogromnym naciskiem zwracają obecnie uwagę holenderscy decydenci polityczni i wojskowi, jest całkowita konieczność nawiązania zupełnie nowych, znacznie bardziej dynamicznych i partnerskich relacji z cywilnym przemysłem obronnym i technologicznym. Klasyczny, znany nam cykl życia ciężkiego sprzętu wojskowego, liczony dotychczas w spokojnych i wygodnych dekadach, w bezlitosnym przypadku wojny dronowej skurczył się do miesięcy, a w ekstremalnych warunkach intensywnych walk frontowych nierzadko wręcz do pojedynczych tygodni. Kosztowny bezzałogowiec wojskowy, który dzisiaj z ogromną precyzją i całkowicie bezkarnie niszczy wyznaczone cele przeciwnika, już jutro rano może stać się całkowicie głuchy, ślepy i bezużyteczny, ponieważ bystry wróg w ciągu nocy zaktualizuje oprogramowanie swoich systemów zakłócających i całkowicie zmieni wykorzystywane do sterowania częstotliwości radiowe. Biorąc to pod uwagę, holenderskie siły zbrojne stawiają na niezwykle ścisłą, codzienną współpracę z komercyjnymi producentami inteligentnego oprogramowania i innowacyjnymi, elastycznymi twórcami sprzętu, otwarcie zapraszając do kooperacji również małe, zwinne startupy technologiczne, które do tej pory omijały rygorystyczny sektor zbrojeniowy szerokim łukiem. Wdrażanie nowoczesnych systemów bojowych ma od teraz, na mocy nowych ustaleń, odbywać się na zasadzie nieustającej, zwinnej modernizacji i płynnej, bezproblemowej aktualizacji – dokładnie w taki sam sposób, w jaki niemal każdego dnia aktualizują się aplikacje w naszych osobistych smartfonach. Holenderskie Ministerstwo Obrony doskonale zdaje sobie sprawę z brutalnego faktu, że w tak nowatorskiej i nieustannie pędzącej do przodu dziedzinie nie da się po prostu podpisać wieloletniego kontraktu, kupić docelowego, perfekcyjnego systemu i z ulgą zapomnieć o problemie na następne dwadzieścia lat. Wymagana jest stała, niezwykle agresywna i odważna ewolucja wojskowej taktyki, wymuszająca z kolei głęboką decentralizację ogromnych budżetów na szybkie zakupy dla poszczególnych oddziałów zbrojnych. Holenderski plan niezwykle odważnie i pioniersko zakłada ciągłe wdrażanie szybkich rozwiązań pomostowych, odważne korzystanie ze sprzętu powszechnie dostępnego na cywilnym rynku i jego inżynieryjną, błyskawiczną adaptację do surowych i bezlitosnych wymogów nowoczesnego konfliktu. Ajjj, żeby to było w Polsce możliwe..

Inicjatywa zbrojeniowa Holandii ma bez cienia wątpliwości ogromne, dalekosiężne i strategiczne znaczenie dla całkowitego przebudowania obronności całego Sojuszu Północnoatlantyckiego. Do tej pory niezwykle wiele dużych, ugruntowanych finansowo państw zachodnich podchodziło do pilnej kwestii masowego wdrożenia tanich dronów wojskowych z bardzo zauważalną dozą ostrożności i zachowawczości. Kraje te, przyzwyczajone do tworzenia ciężkich i drogich maszyn, w dużej mierze traktowały wykorzystanie miniaturowych systemów bezzałogowych jako zjawisko wysoce specyficzne wyłącznie dla terytorialnej wojny w Ukrainie, rzekomo niewymagające natychmiastowej, strukturalnej reorganizacji własnych, sprawdzonych historycznie sił zbrojnych. Ta historyczna i odważna decyzja Hagi stanowi jednak teraz bardzo wyraźny, wręcz głośny sygnał alarmowy, że czas wygodnych, wieloletnich analiz, teoretycznych symulacji i powolnych, ociężałych programów wojskowych definitywnie dobiegł końca w obliczu nowej rzeczywistości. Jeżeli tak stabilny i bezpieczny kraj europejski, który przecież z racji swojego położenia geograficznego nie znajduje się w bezpośrednim, granicznym sąsiedztwie z nieobliczalnym imperium rosyjskim, decyduje się z całkowicie własnej woli na aż tak radykalną, niezwykle kosztowną i ryzykowną kadrowo przebudowę swoich dotychczasowych wojsk lądowych, świadczy to bezspornie o ogromnej powadze zdiagnozowanego zagrożenia z powietrza. To bezprecedensowe na skalę światową holenderskie rozwiązanie operacyjne, otwarcie polegające na wręcz bezkompromisowym nasyceniu każdej, nawet absolutnie najmniejszej i najmniej znaczącej jednostki zdolnościami do samodzielnego rażenia i fizycznego zwalczania bezzałogowców, z całą z pewnością natychmiast stanie się kluczowym obiektem niezwykle wnikliwych badań w najważniejszych sztabach dowodzenia. Generałowie w amerykańskim Pentagonie, londyńskim Ministerstwie Obrony, sztabach w Paryżu czy w Warszawie na pewno będą obserwować ten proces (chociaż czy na pewno w Warszawie, biorąc pod uwagę tak opóźnioną reakcję?). Terytorium Królestwa Niderlandów z dnia na dzień staje się w tym historycznym momencie potężnym i bardzo ważnym poligonem doświadczalnym dla rygorystycznego testowania w praktyce najnowocześniejszych doktryn operacyjnych. Możemy być w pełni pewni, że ewentualny, szybki sukces organizacyjny tego śmiałego programu operacyjnego błyskawicznie wymusi na wszystkich pozostałych członkach paktu obronnego NATO drastyczne, wręcz skokowe przyspieszenie własnych, często głęboko opóźnionych prac nad pełną integracją systemów autonomicznych.

Podsumowując to niezwykle ważne geopolitycznie wydarzenie, należy jasno i z całą mocą stwierdzić, że oficjalnie ogłoszony w niedzielę przez holenderskie ministerstwo plan to znacznie więcej niż tylko kolejny, rutynowy program zakupowy armii. To twardy, w pełni namacalny dowód analityczny na to, że tragiczne w skutkach lekcje płynące wprost z krwawych konfliktów zbrojnych trwających tuż za miedzą w Europie Wschodniej oraz na gorącym Bliskim Wschodzie są na szeroko pojętym, demokratycznym Zachodzie niezwykle rzetelnie odrabiane. Wnioski te nie trafiają tam na dno szuflad, lecz są w końcu z wielką odwagą przekuwane w realne, solidne rozwiązania systemowe przygotowujące wojsko na trudne jutro. Systematyczne wdrożenie zdolności dronowych i obrony elektronicznej do krwiobiegu każdego, pojedynczego pododdziału bojowego u żołnierzy lądowych dosłownie zmieni i zredefiniuje sposób, w jaki każda jednostka wojskowa codziennie ćwiczy na poligonach, strategicznie nakreśla kolejne cele do zdobycia i ostatecznie fizycznie angażuje się w bezlitosną walkę na wyniszczenie. Udana, terminowa realizacja tej nowatorskiej wizji wytyczonej z odwagą przez holenderskiego generała Eichelsheima będzie stanowczo i kategorycznie wymagała porzucenia starych nawyków dowodzenia i zaszczepienia głęboko w umysłach żołnierzy zupełnie nowej, innowacyjnej kultury technologicznej. W tej nowo tworzącej się erze globalnych konfliktów, to właśnie wrodzona zdolność do elastycznej adaptacji myślenia oraz pogłębiona merytorycznie znajomość niewidzialnego spektrum elektromagnetycznego staną się w ostatecznym, końcowym rozrachunku wartością o wiele ważniejszą, niż sama tylko brutalna siła czy fizyczna celność ognia z lufy karabinu. Zapewnienie bezpieczeństwa swoim obywatelom w trzeciej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku w głównej mierze zależy bowiem od szybkiego przejęcia pełnej kontroli nad niższymi partiami nieba. Każda potęga militarna będzie w nadchodzących miesiącach z największą dozą analitycznego skupienia obserwować poczynania Holendrów, bacznie analizując, jak ten niewielki powierzchniowo, ale potężny intelektualnie i gospodarczo kraj radzi sobie sprawnie z nawarstwiającymi się trudnościami logistycznymi tej bezprecedensowej rewolucji maszynowej.